Szukaj na stronie...

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Aktualności arrow Relacje arrow Festiwale arrow 02.10.2005 Łódź
02.10.2005 Łódź

 

2  października 2005, Łódź. Każdy, kto był na koncercie Krzysztofa Kiljańskiego, zapamięta ten wieczór do końca życia, jako czystą perfekcję muzykii profesjonalizmu. Ponoć artystę poznaje się po obejrzeniu i wysłuchaniu jego występu live...rzadko, po fakcie, artysta okazuje się wyjątkowym talentem.Spokojnie, spokojnie:) Próbuję powiedzieć, że Krzysztof Kiljański przeszedł moje najśmielsze oczekiwania!!!
Zarówno on, jak i zespół udowodnili, że są jednymi z najlepszych muzyków wszechczasów.
 
20:00. Godzina zero, wszyscy z niecierpliwością i wstrzymanym oddechem czekają na występ. Wiadomo, gdy czegoś się bardzo chce, czas ciągnie się jak makaron:) A im dlużej się czeka, tym bardziej się tego pragnie. Po kilkunastu minutach, na scenie nadal pusto (poza dźwiękowcami)! Publika się niecierpliwi i daje aluzje gwoździom programu, w formie braw. Po chwili na scenę wkroczył zespół, prawie w całej okazalości, poza...Krzysztofem! Wszyscy zaczęli się kręcic, szeptać, widać było ogólną konsternację. Jednak zespół: Witold Cisło, Piotr Matuszczyk, Jacek Kotlarski, Bartosz Szetela i Mariusz Mocarski, zagrali cudowny motyw, który złagodził wszystkich i wprowadził w stan zasłuchania:) Nagle słychać pierwsze nuty "I Don't Know Where Life's Going" i na scenie pojawił się Krzysztof Kiljanski!
 
Brawa, brawa, brawa. Dreszcze zagościły w mym sercu (i nie tylko) i zostały już do końca wieczoru. Utwór zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż na płycie, czułam, że nic się nie liczy, tylko wsłuchiwanie się w magię muzyki. Podczas "Precious Memories" , kojące nuty, wprowadziły mnie w stan upojenia, natomiast  "Is It You", jedna z moich ulubionych piosenek, sprawiła, że poczułam się naprawdę szczęśliwa, pełna nadziei i pozytywnych emocji:) "Północ. Pusty Bar", spodobała mi się podobnie -  jeszcze bardziej niż na płycie, choć przyznam się, że nie myślałam, iz jest to możliwe:) "Kasikosz" również miał swoje "5 minut", wzbudził ogromne zaciekawienie i zrobił furorę:) Natomiast, po opowiedzeniu przez Krzysztofa historii tego instrumentu, wszyscy się roześmiali:)
 
"LOKATOR"!!! Szczerze i z czystym sumieniem, mogę napisać, że jest to najlepszy utwór ostatnich czasów! Żadna piosenka nie przyniosła mi tyle energii, radości i "powera":)! Wersja live sprawia, że ma się ochotę wstać, zaczać śpiewać i tańczyć. Oczywiście, nikt tego nie zrobił, bo jak to? W filharmonii? Co do samego utworu, bity były mocniejsze, a gitarka ostrzejsza i całość sprawiała, że naprawdę chce się żyć!
 
Zdecydowanie, przy tym utworze wszyscy dali czadu (mówię o występujących, bo publika, niestety, bardzo się krępowała...a przecież o to chodzi, aby pokazać artyście emocje, jakich doświadczamy przy jego muzyce). Po szybkim idynamicznym "podglądaczu" przyszedł czas na balsam dla duszy pt."Infinity Eyes"-nowość, która na mnie, zrobiła ogromne wrażenie. Przy tym utworze, podobnie jak przy "Precious Memories", zamknełam oczy i wsłuchałam się dokładnie w każda nutę i dźwięk. To jest jedna z tych piosenek, która podtrzymuje na duchu, sprawia, że życie jest łatwiejsze, bardziej kolorowe. "Stay"- Krzysztof przed wykonaniem utworu, wyjaśnił, że tą piosenkę, wykonał na "przesłuchaniu" (tu padło profesjonalne określenie, którego ja niestety  nie pamietam:) do Eurowizji. Wytłumaczyl, że wcale nie żałuje, iż nie został wybrany do tego "konkursu". Podzielił się również bardzo ciekawą i dowcipną dygresją, odnośnie występującego duetu na tegorocznym festiwalu:) co rozśmieszyło wszystkich;) "Stay", mimo, że nie jest moja ulubiona piosenką, w wykonaniu live brzmiała inaczej i od tego momentu również ją  walkuję  non- stop:)
 

 
Teraz czas na FASCYNUJACY, OLŚNIEWAJĄCY, ZAPIERAJĄCY DECH W PIERSIACH duet: Krzysztof Kiljański i Piotr Matuszczyk, w utworze geniusza, Franka Sinatry: "One For My baby". Doznałam kompletnegopozytynego, oczywiście, szoku! Najwspanialszy współczesny wirtuoz wokalu, wykonuje utwor drugiego geniusza, z lat 40. Przy tej piosence naprawdę byłam w stanie oniemienia i paraliżu cudownym, kojącym głosem Krzysztofa i fenomenalną grą Piotrka. Bo, mimo, że słyszałam różne techniki gry na klawiszach, ta wprawiła mnie w kompletny zachwyt! Ten utwor jest skazany na sukces! Kolejnym duetem, aczkolwiek "osieroconym", jak wyraził się Krzysztof był "Prócz Ciebie, Nic". Szczerze mówiac, mimo, że uwielbiam Kayah, nie brakowało mi jej. Ta ciepla, melanholijna piosenka nakłoniła do przemysleń i analizy. Przyszedł czas na dłuuuugo oczekiwana przeze mnie "Kolysankę". Cudowny, magiczny utwór, wyróżniający się, zarówno tekstem, jak i muzyką. Nie wiem, jak ją opisać, ale naprawdę byla taka...INNA. Mnie zrobiło się błogo, wszystkie problemy zniknęły, po raz kolejny:). Przed jej wykonaniem Krzysztof powiedział, że nie ma zamiaru nas uśpić, tylko wprowadzić w pozytywny stan, na dobry początek jutrzejszego dnia, tygodnia, miesiaca...:) Faktycznie, po tej piosence ogarnęła mnie bezgraniczna euforia:)

No i to by było na tyle...gdyby nie publiczność, która domagała się bisu:) Po chwili pojawił się Witek Cislo i zagrali wstęp do..."My Funny Valentine"...Franka Sinatry:D Wtedy moja radość i euforia sięgnęły zenitu! Szczęka opadla mi do samej ziemi;)! Doslownie tak, jak w kreskowkach!!! Co ja moge napisać? Przecież lepszego wokalisty, muzyka nie znajdzie się!
 
Tym razem to już naprawde koniec:(! Światła zostały zapalone i publika opuściła salę. Zostali tylko najwierniejsi fani, najbardziej zafascynowani koncertem, tudzież łowcy autografów;) Po kilku minutach Krzysztof wyszedł, aby podpisać kartki, płyty, ale najpierw spytał o fan club:) Razem z Ola poleciałyśmy jak na skrzydłach:D Po zaspokojeniu chciwości posiadania autografu przedstawiłam Krzysztofowi córeczkę mojej koleżanki, słowami: "A to moja koleżanka:)". Krzysztof spojrzał na Malwę  (pewnie zdziwił go jej wiek i określenie "koleżanka":)) i spytal: A jak koleżanka ma na imię? "A Malwa ze łzami w oczach, odpowiedziała:"
Malwinka". Mnie bardzo wzruszyła ta scena, widziałam, jakie wrażenie wywarło to na dziewczynce. Odprowadziłyśmy "koleżankę" do mamy i wróciłyśm na miejsce akcji:)  Krzysztof wciąż rozdawał autografy, a ja baaaardzo chciałam zdobyć sygnaturę Witka i Piotrka. Obaj stali bardzo blisko, ale jakoś się krępowałam. Kiedy już zdecydowałam się przełamać nieśmiałość, oni się "zmyli":(  

Gdy cały lud uciekł usatysfakcjonowany posiadaniem autografu, podeszłyśmy do naszego idola i spytałyśmy, czy może poświęcic nam kilka minut.Zdążyłyśmy porozmawiać chwilkę, zrobić fotki i rozkoszować się samą obecnością Krzysztofa:) Dzięki Bogu, zdążyłam powiedzieć, jak wielkie wrażenie zrobił na mnie występ i wykonanie tych dwóch utworów Sinatry. Oczywiście, Krzysztof poraża skromnością, bo na stwierdzenie: "Ta ostatnia piosenka Sinatry była wyjatkowym mistrzostwem", on odpowiedział :"Bo to Sinatra jest wyjątkowym mistrzem". O.k. O.k. Sinatra, jak Sinatra, jest ikoną muzyki, jednym z najlepszych, zachwyca głosem i talentem. Jednak, aby zaśpiewać tak perfekcyjnie (Ba! Lepiej!) jego utwory, trzeba być Krzysztofem Kiljanskim!

W podsumowaniu muszę stwierdzić, że dla takich momentów, koncertów i muzyki, warto żyć! Dla mnie był to jeden z najwspanialszych wieczorów w życiu i będę opowiadać o nim jeszcze przez DŁUUUGI czas:D! Naprawdę, ten koncerrt sprawił (w ogóle muzyka Krzysztofa Kiljanskiego), że chce się żyć, cieszyć się każdą chwilą, być dobrym człowiekiem:) A dla muzyka, tymbardziej jest to ogromne przeżycie! Mnie koncert skłonił do przemyślen nad tym, co naprawdę jest w życiu ważne i że powinniśmy wierzyć w swoje marzenia i dażyć do ich realizacji. Krzysztof jest tego najlepszym dowodem:) Choć, z drugiej strony, taki talent i geniusz, jest skazany na sukces:)

(Weronika P.)
 
 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Joomla Templates by Joomlashack