Kiedy zadzwoniłam do Pszczyńskiego Centrum Kultury i dowiedziałam się ,że nie ma już biletów na koncert Krzysztofa ogarnęła mnie wściekłość...Jak to, przecież do koncertu są jeszcze dwa tygodnie ! -wrzeszczałam .Pani po drugiej stronie słuchawki ,ze stoickim spokojem poinformowała mnie ,że skoro tak bardzo mi zależy, może zapisać mój numer telefonu i oddzwonić, jeśli ktoś zwróci bilety. Czekałam i czekałam....bezskutecznie . Ratunkiem dla mnie okazał się kontakt z Moniką, która dzień przed koncertem zadzwoniła i powiedziała ,że są dla mnie dwa bilety .W tym miejscu chciałabym jej bardzo ,bardzo podziękować. Gdyby nie ona nie byłoby tej relacji a ja byłabym niepocieszona.
26 listopada 2005 roku ,dzielnie wsiadłyśmy w samochód i mimo deszczu i mgły szczęśliwie dotarłyśmy do Pszczyny . No tak zapomniałam napisać, że była ze mną moja mama, która również jest fanką Krzysztofa .Na miejscu zdziwiona byłam, że Pszczyńskie Centrum Kultury, jest tak niewielkich rozmiarów. Szybko zorientowałam się ,że sala liczy ok. 240 miejsc. Koncert zaczął się z kilkuminutowym opóźnieniem, za co Krzysztof od razu po wejściu na scenę bardzo nas wszystkich przeprosił. Jak zwykle powitały go gromkie oklaski.
Koncert był piękny i mimo niewielkiej sali wszystko było świetnie słychać .Mieliśmy przyjemność wysłuchać wszystkich utworów z płyty ,,In the room", a także kilka innych. Każdy z nich był witany i żegnany burzą oklasków.Widać było ,że publiczność ledwie siedzi w miejscach i najchętniej poskakałaby sobie a nie tkwiła w swych fotelach. Szczególnie było to widać podczas bardzo żywiołowego utworu jakim bez wątpienia jest ,,Lokator" fani klaskali w rytm wygrywanych akordów a jaomało co nie wyskoczyłam na scenę. Krzysztof podczas wykonywania utworów był bardzo skupiony , w przerwach jednak znalazł czas na kilka zabawnych uwag:-)) oraz oczywiście na przedstawienie wszystkim swojego wspaniałego zespołu. Na koniec Krzysztof zapowiedział ,,Kołysankę uprzedzając, że nie zamierza nas uśpić lecz wprowadzić wprzyjemny nastrój ,tak aby dla każdego z nas był to miły koniec dnia. Krzysztof ukłonił się i zszedł ze sceny ,po czym bardzo szybko wrócił, bo publiczność jeszcze nie chciała się z nim rozstać ,tak więc nie obyło się bez bisów :-))
Po koncercie jak szalona pobiegłam po płytę i autograf .Krzysztof nie kazał nam długo na siebie czekać. Chętnie i z uśmiechem na ustach rozdawał autografy, rozmawiał z fanami .Każdy chciał ,pobyć z nim choć przez chwilę, zamienić kilka słów ,ja nie byłam wyjątkiem :-) Można było zauważyć, że rozmowy te, autografy i zdjęcia nie są dla niego jakąś męczarnią, tylko autentyczną przyjemnością. Widać, że Krzysztof ceni swych fanów i świetnie się z nimi integruje .
Jestem szczęśliwa, bo mam zdjęcie z moim idolem, to już drugie w mojej kolekcji:-) .To był bardzo udany i wyjątkowy dzień Krzysztof po raz kolejny okazał się mistrzem nastroju, wywołując niezapomniane emocje:-)).A ja wciąż czekam na jeszcze i jeszcze ,bo Krzysztofa nigdy dość.