Szukaj na stronie...

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Aktualności arrow Relacje arrow Koncerty arrow 2006 arrow 04.11.2006 Rzeszów
04.11.2006 Rzeszów

 

Rzeszów: koncert i urodziny

 

 

Kontunuując moją akcję, "poznaj swój kraj", tym razem wybierałam się do Rzeszowa. Jakieś -  bagatela, 700 km z Poznania, dlatego też zrobiłam sobie "postój"  w Krakowie na dwa dni:), a potem już z Moniką z Krakowa wyruszyłyśmy dalej na południe.  

Zdecydowałam się dlatego, że koncert Krzysztofa w ramach imprezy Urzędu Miasta "Niepełnosprawni -  pełnosprawni w pracy"  w Rzeszowie przypadł na bardzo  elegancką  datę 4.11,  czyli w przeddzień jego urodzin. Była więc to doskonała okazja,  żeby złożyć życzenia i wręczyć nasz wspólny prezent.
 
Przybyłyśmy do Rzeszowa w samym środku okropnej śnieżycy. Było do tego zimno i bardzo wietrznie. Całe szczęście od razu pod wyjściem z dworca stał rząd taksówek, więc do hotelu dostałyśmy się migiem. W zasadzie jakieś pół godzinki i wybierałyśmy się już znowu taksówką (pogoda ani myślała zmieniać swoich nastrojów) do Hali na Podpromie. Chciałyśmy być wcześniej spodziewając się tłumów... Tymczasem, w hali było bardzo luźno. Na parterze były liczne stoiska z wyrobami osób niepełnosprawnych, ktróre można było nabyć. Był nawet przepiękny pies -  Golden Retriever jak przypuszczam czyjś pies-przewodnik . Oczywiście on mnie -  miłośniczkę psów, a szczególniej tej rasy on na moment zatrzymał:)  

Natomiast na piętrze trwała już zabawa. Na scenie występowali niepełnosprawni w różnych zespołach, reszta się bawiła świetnie na parkiecie. My z Moniką, nieco  obładowane  dużych rozmiarów prezentami dla Krzyśka usiadłyśmmy z boku.  Zespół rockowy, który występował tuż przed Krzysztofem był nawet niezły, a na pewno robił wrażenie swoim ogromnym zaangażowaniem w występ. Czuło się, że kochają to co robią,  a takie występy działają na publiczność bardzo pozytywnie i dodają energii.  Hala -  sportowa, miała dziwnie ustawioną scenę: ludzie mogli siedzieć na ławkach, ale bokiem (prostopadle) do sceny. Jeśli chciało się mieć scenę vis a vis trzeba było stać, z czego zdecydowana większość zrezygnowała. Tym samym było takie dziwne wrażenie jakby na koncercie prawie nie było publiczności. I fakt, że mało ludzi było. Sądziłyśmy z Moniką, że sytuacja się zmieni bliżej występu Krzysztofa,
ale nie, specjalnie liczba publiczności nie wzrosła.  
 
Tuż przed samym występem naszego Artysty ustawiono przed sceną bramki, ale dość blisko.Przydały się one nam bardzo, bo można było na nich powiesić kurtki, a o nie oprzeć nasze pakunki. Jako jedyne z Moniką stanęłyśmy przy nich, tak z boku, bo pod kątem było bliżej do sceny. Po chwili na scenie zaczęli się montować muzycy, a konferensjer zapowiedział występ gwiazdy wieczoru. Krzysztof zaraz jak wyszedł na scenę spojrzał w lewo, uśmiechnął się i wykonał w naszym kierunku elegancki ukłon. "Nie sposób było Was nie zauważyć:)", powiedział do nas po koncercie. Fakt, stałyśmy z tej strony barierek tylko my dwie. Nieliczna garstka stojącym znajdowała sie na przeciwko sceny. Po jakimś czasie, trochę ludzi  "kszesełkowych"  jak nazywa siedzących na koncertach Piasek:) dołaczyła, do tej grupki, ale generalnie było baaaardzo luźno. Po koncercie uwagi na ten temat miał Bartek (basista), który jest z Rzeszowa i był tam u rodziny. Mówił, że bardzo słabo rozreklamowano tą impreze. No szkoda trochę.
 
Koncert jeśli chodzi o "rozkład jazdy utworów"  niczym nas nie zaskoczył. Początek jak zwykle " I don't know where life's going" ze specjalnym koncertowym Intro. Potem też bez zmian... I muszę sobie zapłakać.. znowu nie było Sinatry. Czyżby już na stałe "oddelegowano"go z repertuaru? To samo było w Giżycku:(  Nie jestem jakąs fanką tego
artysty, wcale nie, ale lubię jak Mr Kiljański go interpretuje. I zawsze na bis było "My funny Valentine", a teraz tylko powwtórka z "Prócz Ciebie Nic". Atmosfera koncertu była dziwna przez to, że było mało ludzi, ale ci co byli bawili się
świetnie. Artysta w doskonałym humorze i na luzie dowcipkował a momentami wprowadzal trochę  choreografii:) Jednym słowem koncert był na stały świetnym poziomie. No, może trochę do życzenia pozostawiało nagłośnienie, ale to juz domena organizatorów. "Prócz Ciebie nic" było ochoczo odśpiewane przez publiczność w trakcie koncertu i potem na bis.Ale mimo krzyków: "Jeszcze, jeszcze!"  ciąg dalszy bisów nie nastąpił, a ludzie dość szybko zrezygnowali i zaczęli sie rozchodzić; natomiast panowie z ochrony zaczęli rozmontowywać barierki.

Agata miała po nas przyjść, ale że dłuższą chwilę nie było jej widać na horyzoncie, poszłyśmy same w kierunku garderoby. O dziwo nikt z ochrony o nic nas nie pytał. Na piętrze była konsternacja, które to drzwi . Pan z ochrony nic nie wiedział , ale na nasze szczęście z garderoby właśnie wychodził Witek. Rozmiawiając z nami w drzwiach zaczął nas nabierać, że Krzyśka nie ma a wogóle nie możemy tu wchodzić. Wtedy przez uchylone drzwi zauważyła nas Agata i dała znak, żeby wchodzić. Krzysztof oczywiście był. Początkowo chciał nas stamtąd zabrać do innego pomieszczenia, bo tam było ciasno i co tu kryć "nadymione", ale pan z ochrony znowu "nic nie wiedział" gdzie takowe wolne pomieszcczenie się znajduje. Agata skwitowała, że artysta ma nas nie przeganiać w tą i w drugą, ja dodałam, że przeżyjemy tą atmosfere w garderobie (która była de facto szatnią dla sportowców -  jak to w hali sportowej).

Po krótkiej konsternacji: które życzenia najpierw  postanowiłyśmy, że bedzie chronologicznie zaczynając od gratulacji z okazji narodzin Michałka. Krzysztofowi bardzo się spodobał Misiu dla małego, żartował, że wcale mu nie da tylko sobie zatrzyma:) Potem nastąpił ten kulminacyjny moment wręczenia prezentu urodzinowego -  karykatury. Już do przodu mi sie chciało śmiać. Pozwoliłam sobie wyjąć pięknie oprawioną karykaturę z opakowania... Krzysztof jak stał tak usiadł z wrażenia, po czym zaczął sie śmiać.   

 

 
Zaskoczenie maksymalne. Niestety my z Moniką też zaczęłyśmy sie śmiać i tego całkiem pierwszego wrażenia nie uchwyciłyśmy na zdjęciu. Podobało się, od razu były plany gdzie rysunek zawiśnie w domu Artysty... Agata i muzycy też zaczęli podziwiać dzieło poznańskiego i najlepszego w Polsce jednocześnie karykaturzysty, który nota bene bardzo lubi słuchać Krzysztofa i ma jego płytę:) Wszyscy zgodnie twierdzili, że świetne podobieństwo i że bardzo sympatycznie. W tym miejscu dziękuję bardzo wszystkim fanom, którzy przyczynili się do realizacji tak pięknego prezentu. Wiem, że dla niektórych to nie było takie łatwe. Wszyscy byli elegancko wypisani na kartce z życzeniami:), którą Krzysztof dokładnie obejrzał, zwracając uwagę na naszego kapitana podwodnego -  Grzegorza. Spytał co tam u niego. No niestety, chyba nasz kapitan zrobił  "bulbulbul"  na dłużej bo nie miałam wieści od niego już dawno. Dla niewtajemniczonych dodaję, że wśród fanów Krzysztofa jest kapitan łodzi podwodnej, o rewelacyjnym poczuciu humoru i talencie literackim (zwycięzca konkursu na tekst piosenki).

Epilog naszego spotkania z Artystą odbył sie w restauracji hotelu "Prezydencki" w towarzystwie całej ekipy. W końcu to były urodziny. Ten hotel i jego kuchnia tudzież obsługa zasługują na duże brawa!!! Światowy poziom. Zrobiłam im niniejszym zasłużoną reklamę. I tak kończy się ta wyprawa na bardzo zimowe wówczas południe. Na drugi dzieńzawlokłyśmy sie z Moniką super wooooolnym pociągiem osobowym, który w dadatku jeszcze z pół godziny sie spóźnił, do Krakowa. Monika do domku a ja jeszcze 6 godz. Do Poznania.

 

"Jesteście wariatki:)", powiedział Krzysiek podsumowując to iż chciało nam się jechać aż do Rzeszowa, no i miał racje;) Ale to jest jest chyba najwyższy wyraz uznania dla fanów taki szok, że się komuś chciało jechać nie dość, że daleko to do tak mało atrakcyjnego miejsca. Od mojej dobrej koleżanki Karoliny, która chyba z 3 razy więcej połaci naszego kraju zjeździła na koncerty Piaska usłyszałam kiedyś też podobną opowieść.

Pojechała z koleżanką do tak odległej "dziury", na dalekim południu gdzieś w górach. Z trzy przesiadki, chyba z kilkanaście godzin jazdy. Piasek jak je zoabczył to oniemiał i stwierdził: "Dziewczyny ale czy wy jesteście normalne??? Jak wyście sie tu dostały???!!!" , oczywiscie cały happy, że są:) Dobra, oni sobie myślą, że to takie poświęcenie. No jest poświecenie, ale za to są potem fajne przeżycia i wrażenia których za ŻADNE  pieniądze kupić nie można i których nikt nam NIGDY nie odbierze!

 

 
następny artykuł »
Joomla Templates by Joomlashack